Kolonoskopia

 6 stycznia 2021

Święto Trzech króli

Taki wolny dzień był mi potrzebny. Nie oznacza to jednak, że nic nie robię- robię, ale to, co chcę, żeby było zrobione. Nie, że muszę. Choć wypadałoby...

Miałam ogromne zaległości w prasowaniu. Sprzątanie też jest konieczne, aczkolwiek może poczekać do jutra. Jestem katoliczką. Wiem, jest dziś dzień święty, ale dla mnie prasowanie to pewnego rodzaju relaks. Grzechu więc nie mam, choć wyprasowałam tonę ciuchów.

Nadal odreagowuję poniedziałkową kolonoskopię. Badanie miałam w poniedziałek, a dziś w nocy zabolał mnie brzuch i miałam lekką rewolucję. Pewnie to skutek uboczny. Wynik badania baaaardzo pozytywny. Bałam się bardzo. Pierwszy raz na "żywca"- jako znieczulenie podają tylko pół jakiejś tabletki oraz zastrzyk ketanolu w pośladek. 

To była moja druga w życiu kolonoskopia. Pierwszą miałam w 2016. Tamto badanie przeprowadzono w taki sposób, że całe je przespałam. Skrępowanie więc, że goły tyłek i ktoś mi ma w nim grzebać było krótkie. Nie pamiętam dokładnie, ale chyba ten usypiacz podano mi do wenflonu. Obudziłam się po zabiegu szczęśliwa, że mam go już za sobą. Bonusem była gastroskopia, która mi wykonano dodatkowo, choć nie było tego w planie. Generalnie tamto badanie przeprowadzone było w związku  z moim złym samopoczuciem. Chodziło o dolegliwości żołądkowo- jelitowe, które męczyły mnie od kilku miesięcy. Jeśli chodzi o kolonoskopię ta niczego złego nie wykazała, ale już gastroskopia znalazła przyczynę złego samopoczucia- helicobacter pyroli. Dostałam receptę na antybiotyk oraz inne leki, a po przeprowadzonej kuracji dolegliwości ustąpiły.

Teraz historia się powtarza. Flaki i żołądek bolą mnie od maja. Kolonoskopia pokazała, że od strony mojego tyłu jest ok. Za dwa tygodnie mam tomografię komputerową. Znów więc muszę przeprowadzić proces oczyszczania. Teraz już będę dokładnie wiedzieć co i o której godzinie będzie się ze mną działo. Samo badanie zaś jest mi dobrze znane, bo to przechodziłam już kilkukrotnie. owszem, są tam elementy powodujące ogromne skrępowanie (kiedyś nawet napisałam skargę do rzecznika praw pacjenta, uznając, że sposób przygotowania pacjenta bezpośrednio przed badaniem uwłacza jego godności i łamie jego prawo do poszanowania intymności, do zachowania tajemnicy lekarskiej oraz prawo do rzetelnego doinformowania o przebiegu takiego przygotowania).

Wracając jednak do kolonoskopii- dostałam majty  z rozcięciem z tyłu oraz ochraniacze na skarpetki. Lekarz wykonujący badanie nie był zbyt rozmowny. Udzielał mi suchych informacji o tym co będzie się działo oraz o tym, co mogę odczuwać. Na początku powiedział: "teraz przeprowadzę badanie per rectum", po czym palcem pogrzebał mi w dupce. Palcem ubranym w rękawiczkę oczywiście. Potem wprowadził tę kamerkę i oglądał me jelito grube. Dziwne uczucie. Momentami odczuwałam wyraźny dyskomfort, przypominający ból brzucha przy biegunce, ale nie było to odczucie na tyle silne, żeby spowodowało chęć wydania z siebie krzyku lub wylanie łez. wcześniej poczytałam  w internecie opinie o badaniu oraz opisy wrażeń. Część osób wspominało ból i dlatego bałam się tego badania. Teraz już wiem, ze nie ma się czego bać. Nie wiem dlaczego, ale ani wstydu, ani jakiegokolwiek skrępowania nie czułam w ogóle. Może specyficzna atmosfera- lekkie zaciemnienie pomieszczenia (jak to zwykle w gabinecie, w którym wykonywane jest badanie usg), specyficzny zapach środków dezynfekujących oraz świadomość, że nie jestem na jakimś spotkaniu towarzyskim, na którym zaraz będę musiał azrobić coś dziwnego, ale na ważnym badaniu- to wszystko sprawiło, że miałam to wszystko tam z tyłu :)

Wynik otrzymałam po kilku minutach i przy pomocy męża mogłam wrócić do domu (taki był przykaz- żeby towarzyszył ktoś). Po powrocie do domu funkcjonowałam normalnie. Zjadłam lekki obiad i zajęłam się sprzątaniem.

Mam kilka dni do kolejnej wizyty w DCO. Zbieram siły. W poniedziałek kolejny faslodex. To lek hormonalny, albo bardziej pasuje określenie- antyhormonalny. Kto choruje na raka piersi hormonozależnego, ten wie. Za półtora tygodnia z kolei tomografia płuc oraz jamy brzusznej i miednicy. Same atrakcje w tym styczniu:)

Odpoczywam po emocjach i zbieram siły do kolejnych. Jestem bardzo emocjonalna. Za bardzo.

Synek pojechał przywitać się ze śniegiem. Takie miał marzenie od tygodnia. U nas nasypało, co kot napłakał. Pojechał więc gdzieś w Karkonosze. Oglądaliśmy z mężem naprzemiennie- skoki i mecz piłki ręcznej. Jedna z moich "klusek" naderwała dziś paznokcia. Żal mi jej, bo musiało ją bardzo boleć. Nawet zadzwoniła do matki z płaczem. Powtórzyłam więc- a mówiła matka, że te długie tipsy to niebezpieczne są i dla ciebie, i dla otoczenia :) Może zapamięta? 

Druga "kluska" wróciła z wypadu jednonocnego, bezsensownego,  z naszego drugiego miejsca na ziemi. Mamy nadzieję, że nie zaprószyła tam ognia, zamknęła drzwi, nie dokonała żadnych zniszczeń i nie będę musiała dzwonić do niej i wrzeszczeć na nią przez telefon, gdy tam zajadę kolejnym razem :)

Trzej Królowie Monarchowie wracają już do siebie. Dzień się kończy...


Komentarze